żagle,żeglarstwo,szkolenia,wspomnienia

rejsy,tawerna,zagle,żaglach

zeglarstwo,szanty,informacje.

żeglarstwo jako moja pasja - żeglarstwo jako hobby

Zapraszamy do galerii oraz tapet

A na mroźne wieczory, zapraszamy do czytania ciekawych książek.

żeglarstwo sposobem na życie

Obejżyj tapety, na których żagle ukazują to, czym dla mnie jest żeglarstwo - sposobem na życie. Odwiedź naszą tawerne i naciesz swoje ucho historiami, nie z tego świata :). Przeczytaj wspomnienia opisujące nasze rejsy. Ujżyj w myślach widoki pięknych mazur. Wszytsko znajdziesz na tej stronie - żeglarstwo, zeglarstwo, tawerna, widoki, zagle, żagle, wspomnienia.
0.38368100 1283750456
 

/ Tawerna / Legendy

 

"Góra magnetyczna"

Wśród żeglarzy wczesnego średniowiecza krążyła legenda o górze magnetycznej usytuowanej na jednej z wysp Oceanu Indyjskiego. Właściwości magnetyczne tej góry miały być tak wielkie, iż wyciągała ona gwoździe z kadłuba okrętu, a tym samym powodowała jego rozsypanie się i zatopienie. Już wielki geograf Ptolomeusz w drugim stuleciu naszej ery wspomniał o tym, iż magnetyzm bierze się z Indii. Potwierdzał to również w pięćdziesiąt lat później św. Augustyn. O wyspie magnetycznej, "kradnącej” metalowe części z przepływających obok niej okrętów, wspominają także późniejsi kronikarze, sama opowieść zaś stała się tematem twórczości wielu poetów i bajkopisarzy. Można wymienić tu chociażby nazwiska Dantego i Goethego. Od czasu wypraw krzyżowych i związanych z nimi podróży morskich znano już wprawdzie kierunek magnetyzmu ziemskiego, lecz nie umiano wytłumaczyć sobie tego zjawiska fizycznego. W XVI wieku upatrywano źródła magnetyzmu w Grenlandii. Byli zgoła tacy, którzy dopatrywali się źródła magnetyzmu ziemskiego w niebie. Dopiero Mercator sprowadził źródło magnetyzmu ziemskiego tam, gdzie ono się faktycznie znajduje. Wraz z wyzyskaniem magnetyzmu ziemskiego do prowadzenia nawigacji zrodziły się przeróżne bajdy, zwłaszcza wśród tych żeglarzy, którzy nie rozumieli tego zjawiska i pojawienie się kompasu na okręcie oraz jego wskazania uważali za wynalazek diabelski związany z siłami nieczystymi. Kompasy magnetyczne z trudem torowały sobie drogę na pokłady okrętów, gdyż kapitanowie bali się być posądzonymi o współpracę z diabłem i woleli rezygnować z tak potrzebnych instrumentów nawigacyjnych. Także dzisiaj zdarzają się marynarze, którzy wierzą, iż w pobliżu kompasu magnetycznego nie należy jeść cebuli, gdyż powoduje to błędy wskazań igły magnetycznej. Tego rodzaju przesądy związane z magnetyzmem znano już w starożytności. W trzecim stuleciu naszej ery wierzono, że siłę magnetyczną można uzyskać przez nacieranie metalu baranią krwią.

"Duży Tom" (Big Tom)

Nikt właściwie już nie pamięta, skąd się wzięła opowieść o Dużym Tomie, tak chętnie przekazywana w portowych knajpach Londynu. Nikt też nie potrafi stwierdzić, która z opowiadanych wersji jest prawdziwa. Oto jedna z wielu, najbardziej popularna wersja historii o Dużym Tomie.

Z jednego ze statków parowych przycumowanych do nabrzeża portu londyńskiego marynarze pokładowi wynosili ładunek, w którym były również trzy kowadła. Kiedy dwóch marynarzy z wielkim trudem ciągnęło jedno kowadło, przesuwając je tylko o jedną stopę za każdym pociągnięciem, pojawił się nagle Duży Tom. Odepchnąwszy marynarzy złapał dwa kowadła - pod jedną i drugą pachę - i kłusem chciał zbiec po trapie statku. Kiedy znalazł się w połowie trapu, nagle trap się załamał i Duży Tom wpadł wraz z kowadłami do wody, która miała w tym miejscu 9 stóp głębokości. Duży Tom wypłynął z drugiej strony statku z wołaniem: "Na pomoc! Rzućcie linę!" - i znów poszedł pod wodę. Podczas gdy załoga w wielkim rozgardiaszu próbowała znaleźć jakąś linę, Duży Tom znów wypłynął. Liny jednak nie było. Utrzymywał się jakiś czas na wodzie i znów zanurzył się pod powierzchnię. Oczywiście wiadomym jest, że jak człowiek pójdzie trzy razy pod wodę, to już nie wypłynie - Duży Tom jednak wypłynął jeszcze raz. Trzeba dodać, że Duży Tom był bardzo spokojny, rzadko pozwalał sobie na wybuchy gniewu i wszystkie przeciwności przyjmował z uśmiechem, jednak nieudolność załogi w poszukiwaniu liny była - delikatnie mówiąc - irytująca. Duży Tom wpadł w złość, a przynajmniej stracił swą zwykłą cierpliwość. Znajdował się bowiem już na środku rzeki, która unosiła go w kierunku ujścia z prędkością 6 węzłów. Wygrażając zaciśniętą pięścią gapiącym się marynarzom, wołał: "Żeby was pokręciło, wy tchórze, tacy-owacy, nawet jeżeli teraz rzucicie mi linę, to przywiążę do niej jedno z tych kowadeł!" Mógłby jakiś sceptyk zapytać, jak Duży Tom mógł wygrażać pięścią, skoro trzymał pod pachami kowadła. To jest właśnie przywilej opowieści niezwykłych, w których realia nie muszą odpowiadać rzeczywistości. Dodać przy tym należy, że Duży Tom oczywiście nie utonął, lecz zatrzymał się na mieliźnie około czterech mil od statku i wyszedł na brzeg z trzema kowadłami, bo znalazł na dnie i trzecie, które spadło wskutek nieudolności wyładowujących je marynarzy. Duży Tom to w gruncie rzeczy "swój chłop", taki co ma służyć marynarzom pokładowym i robotnikom portowym przykładem pracowitości, odwagi i siły.

"Duch morski - Davy Jones"

"Jones" to zniekształcone przez żeglarzy biblijne imię Jonah. (Jonasz po trzech dniach i nocach spędzonych w brzuchu wieloryba wyszedł cały i zdrowy). Davy oznacza złośliwego duszka, obdarzanego jednak wielkim szacunkiem, zwłaszcza przez Murzynów amerykańskich. W sumie elementy te w prymitywnej filozofii dawnych żeglarzy złożyły się na powstanie Davy Jonesa, czyli "ducha morskiego". Wyjaśnienie to jest jedną z wielu wersji dotyczących pochodzenia Davy Jonesa - przezwiska, które jak zwykle jest trudne do wytłumaczenia. Osiemnastowieczny pisarz szkocki Tobias George Smollett pisze, że Davy Jones w mitologii żeglarskiej to "demon, który rządzi wszystkimi złymi duchami głębin i występuje w różnych postaciach, ostrzega jednocześnie oddanych sobie łajdaków przed śmiercią lub nieszczęściem". Jeszcze dziś, tu i ówdzie, pokutuje przekonanie, że na statku jest "Jonasz" - członek załogi przynoszący wszystkim pecha. Taki pechowy marynarz nie ma spokoju, a jeśli nawet zmieni statek, idzie za nim zła fama.

"Diabły morskie"

Diabłami morskimi nazywano przede wszystkim płaszczki. Przyznać trzeba, że te ryby mają w sobie coś niesamowitego, jakiś czający się niepokój, gdy leniwie wachlując wodę swym płaskim cielskiem suną bezszelestnie poprzez morskie otchłanie. Płaszczkom przypisywano wiele niezwykłych umiejętności, między innymi wyskakiwanie z wody i szybowanie na bardzo duże odległości, a także osobliwą metodę rodzenia młodych przez samice właśnie podczas szybowania w powietrzu. Francuz de Choisy opisując zauważoną płaszczkę - olbrzyma zauważył, iż z jej cielska sterczały rogi jak u byka. Skakała ona na dużą wysokość ponad wodę szykując się do ataku na zdobycz, przy czym na cel naprowadzała ją mała rybka - pilot, która przez cały czas towarzyszyła potworowi. Skoro takimi cechami odznaczać się miała płaszczka, która w gruncie rzeczy jest rybą spokojną, jeżeli nie wręcz leniwą, to jaką dopiero opinię mógł mieć rekin, ten najstraszniejszy morski rozbójnik? Polinezyjscy żeglarze zaliczali rekina w poczet bogów, jako że podobną jak bogowie budził wśród nich trwogę. W słowniku de Ganeau zamieszczono następującą charakterystykę rekina: ”Ryba ta jest tak wielka, że z trudem można przewieźć ją na wozie zaprzężonym w dwa konie. Spotyka się i takie, które osiągają 12 ton. W Nicei i w Marsylii złowiono rekiny, w których żołądkach znajdowali się ludzie, a jeden z nich był nawet w pełnym uzbrojeniu”. Słownik wspomina także o rekinie spotkanym u wybrzeży Chin, którego paszcza była tak wielka, iż mogła swobodnie pomieścić kilku ludzi bądź stado psów. Krążyły również opowieści o utrzymywaniu się przy życiu ludzi połkniętych przez rekina zwanego także przez rybaków diabłem morskim. Stąd wzięła się chyba legenda o przebywaniu w żołądku rekina Herkulesa, a także Jonasza. Zdanie w tym względzie jest jednak podzielone - niektórzy twierdzą, że nie w żołądku wieloryba, lecz właśnie we wnętrzu rekina przebywał biblijny Jonasz. U przesądnych marynarzy rekin budził szczególny przestrach, gdyż przypisywano mu bardzo rozwinięty zmysł powonienia, zwłaszcza jeżeli chodzi o zapach krwi, niezliczoną liczbę zębów wypełniających jego przepastną paszczę, a także to, że potrafi połknąć swoją ofiarę za jednym kłapnięciem pyska.

"Syreny"

O dziwnych stworach morskich - syrenach, obdarzonych zniewalającym głosem, dowiadujemy się z "Odysei" Homera. Genialny poeta żyjący w VIII wieku p.n.e. przedstawił syreny jako ptako - ludzi. Do połowy ciała były to piękne panny o powabnych biustach, a od pasa w dół wstrętne ptaszyska z zakrzywionymi szponami u nóg. Wyrastające z ich pleców skrzydła osłaniały wstydliwie dolną część ciała. Syreny zamieszkiwały niewielką wyspę na Morzu Śródziemnym, w pobliżu brzegów Italii. Uczepione przybrzeżnych skał wabiły żeglarzy tak pięknym śpiewem, że ci zapominali o manewrowaniu statkami i dali się znosić prądom na przybrzeżne skały, gdzie ich statki się rozbijały. Odyseusz, poinformowany o grożącym jego załodze niebezpieczeństwie przez życzliwą mu czarodziejkę Kirke, zalepił marynarzom uszy woskiem, sam zaś, chcąc posłuchać syreniego śpiewu, kazał przywiązać się do masztu mocnymi sznurami. Zastrzegł przy tym, aby pod żadnym pozorem go nie odwiązywano. Przestroga ta okazała się potrzebna, gdyż śpiew syren był tak zniewalający, że gdy przepływali obok ich wyspy, Odyseusz szarpał się rozpaczliwie i czynił znaki, aby go rozwiązano. Nikt jednak z załogi nie ruszył się, aby spełnić rozkaz i w ten sposób wszyscy ocaleli. Nie danym im było jednak zażyć spokoju, gdyż po wejściu w Cieśninę Mesyńską ich statkowi zaczęło zagrażać nowe niebezpieczeństwo. Tym razem groziło ono ze strony Scylli - straszliwego potwora, który porywał żeglarzy z pokładów statków i wciągał do swej skalnej pieczary, a także ze strony poczwary jeszcze straszliwszej, o imieniu Charybda, wciągającej trzy razy na dzień wodę cieśniny w swą przepastną gardziel, a wraz z nią oczywiście także statki. Przejście przez cieśninę okupiono śmiercią sześciu towarzyszy wyprawy, których porwała krwiożercza Scylla. Wróćmy do syren, o których, oprócz Homera, wspomina także kilku innych starożytnych pisarzy utrzymując, że moralne zwycięstwo nad syrenami odniósł Orfeusz, którego głos i dźwięk lutni były tak piękne, iż przewyższały siłą oddziaływania nawet śpiew syren.

Nie wszyscy autorzy byli zgodni co do właściwego kształtu syren. Według wydanego w 1704 roku "Światowego Słownika" zawierającego opisy wszystkich przedmiotów naturalnych i sztucznych syreny przedstawiano jako kobiety - ptaki lub jako kobiety - ryby, zawsze o wyzywającej urodzie. Jedynie Owidiusz przedstawił syreny jako odrażające stwory. Do takiego opisu skłaniał się także Horacy, wykpiwając tych, którzy w syrenim ciele dopatrywali się piękna ciała kobiecego. W epoce Odrodzenia obok syren zaczęto odróżniać także ich męską odmianę - trytonów. Cielska syren i trytonów, wzrostem przypominające cielaka, smakiem mięsa zaś wołowinę - jak to opisał Francuz Ganeau - pojawiły się w gabinetach osobliwości. Trzebiono je niemiłosiernie. Jedna z syren schroniła się nawet w klasztorze i paradowała w habicie. Nie czarowała wprawdzie otoczenia swym syrenim śpiewem, lecz pracowitością - przędła szaty. Podobno w 1548 roku austriacki książę Filip dostarczył syrenę na wystawę w Genui.